barlew.pl

Marketing internetowy

BLOG STRONA GŁÓWNA

Gdzie na narty? Do Austrii!

Gdzie najlepiej jechać na narty? Do Włoch powiedzą jedni, bo dobre jedzenie, świetne stoki ładna pogoda. Do Szwajcarii, do Francji krzykną drudzy – takich gór jak tam nie ma nigdzie indziej! I pewnie wszyscy oni mają rację. Ja jednak po raz kolejny przekonałem się, że Austria w rejonie Salzburga jest optymalnym wyborem, ponieważ:

  • jest relatywnie tanio – np. apartament (sypialnia + salon z aneksem) dla 3 osób można znaleźć za 500 EUR za tydzień. I nie mówię tu o jakichś skromnych pokoikach, ale o przyzwoitym apartamencie z wyposażoną kuchnią, sauną, internetem i innymi udogodnieniami
  • jest blisko – do St Johann im Pongau (gdzie byłem w tym roku) z Krakowa jest ok. 800 km, co w zależności od natężania ruchu można przejechać w 8-9 godzin z przystankami i przerwą na obiad
  • świetne trasy narciarskie i doskonała infrastruktura – 3 miejscowości: Flachau – Wagrain – St. Johann, każda z własnym ośrodkiem narciarskim – są połączone ze sobą, co sprawia, że liczba dostępnych tras jest olbrzymia!

Zakwaterowanie

Wagrain – z czystym sumieniem polecam pensjonat Annabelle haus-annabelle.com Nie jest on położony w ścisłym centrum, ale niedaleko, w bliskiej odległości od przystanku ski busa, z którego w 5 minut można dojechać do dwóch stacji narciarskich Flying Mozart lub Bergbahnen Wagrain.

St. Johann – pensjonat Jagdhof pension-jagdhof.at Pensjonat jest nieco większy niż Annabelle, z większą sauną – suchą i parową – ale położny w nieco większej odległości od centrum, a więc także dalej od sklepów i restauracji, gdzie trzeba podjechać samochodem. Przystanek skibus usytuowany bezpośrednio przy pensjonacie. Jednak pewnym minusem jest relatywnie niska częstotliwość kursowania skibusów – rano co godzinę 8.30, 9.30, 10.30 oraz powrotny z Alpendorf od 14.40 co godzinę. Taksówka – duży bus – 10 EUR.

Ceny zbliżone ok. 520 EUR za apartament dla 3 (max. 4 osób) bez wyżywienia. Do ceny należy doliczyć opłatę za końcowe sprzątanie ok. 50 EUR i taksę klimatyczną płatną przez osoby dorosłe. Śniadania w Jagdhof w cenie 8 EUR od osoby.

Oba oferują zbliżony, „austriacki” standard – bezpłatny parking, pomieszczenie na narty, możliwość wykupienia śniadań, wyposażoną kuchnię, telewizję satelitarną, internet i saunę.

Ceny karnetów (skipass)

W tym roku skipass 6 dniowy, w sezonie „wysokim” dla osoby dorosłej kosztował 235 EUR a dla dzieci ok. 170 EUR.

Dobra rada

Pamiętajcie o ubezpieczeniu! Mnie się przydało w tym roku (niestety) ponieważ zwichnąłem sobie rękę i musiałem odwiedzić szpital w pobliskim Schwarzach. Na szczęście na 2 dni przed wyjazdem do Austrii wyrobiłem kartę EKUZ w NFZ. Kartę wyrabia się na poczekaniu, więc nie jest to trudne, a rozwiązuje wiele problemów na miejscu (w krajach UE).

W szpitalu na recepcji zostałem poproszony o pokazanie karty i tyle. Żadnych dodatkowych pytań, formalności czy płatności gotówką. Siadasz sobie w poczekalni i czekasz. Za chwilę lekarz, potem rentgen, potem znowu lekarz i prosto do gipsu. Stop!

Jak to do gipsu? – zapytałem sanitariusza, który prowadził mnie do „gipsiarni”.

– A czy z tym można prowadzić samochód? – zapytałem naiwnie. Sanitariusz uśmiechnął się pod wąsem i ze spokojem stwierdził – Tak, owszem, można jeździć samochodem, ale nie jest to dozwolone i jak Cię złapią to będziesz miał problemy! Tu jego twarz zmieniła wyraz na taki bardziej austriacki, a ja wyobraziłem sobie siebie prowadzącego samochód z ręką w gipsie – auu – a potem tłumaczącego się  przed austriacką drogówką. – Viele Dank! – powiedziałem panu sanitariuszowi, podpisałem jakieś oświadczenie i uciekłem stamtąd w te pędy. W domu posmarowałem rękę Voltarenem (tzw. must have na nartach), a że na szczęście nie było to złamanie, więc jakoś dałem radę. W przeciwnym razie byłbym w czarnej, nazwijmy to, dziurze.

Poniżej kilka zdjęć z tras narciarskich pomiędzy Wagrain – Flachau – Sankt Johann.

Jeśli ktoś potrzebuje dodatkowych informacji, to chętnie odpowiem w komentarzach.

Pozdrawiam!

gdzie na narty do austrii 1000px-3122 1000px-3129 1000px-3132 1000px-3166 1000px-3177 1000px-3178 1000px-3187 1000px-3189 1000px-3198 1000px-3207 1000px-3212 1000px-3213 1000px-3222 1000px-3224 1000px-3236 1000px-3252 1000px-3270 1000px-3278 1000px-3309 1000px-3311 1000px-3319

Jak rozpocząć biznes w internecie i nie tylko

Gdy ostatnio pisałem o tym, jak sprzedawać w internecie, to złapałem się na tym, że popełniłem ten sam błąd, który popełnia większość ludzi rozpoczynających internetowy biznes – skoncentrowałem się wyłącznie na aspektach technicznych, zapominając o sprawach dla każdego biznesu zupełnie podstawowych. Pamiętajmy, że internet to jedynie medium a nasz biznes w swoich założeniach musi być dobrze przemyślany i w tym aspekcie niczym nie różni się od biznesu tradycyjnego. Zanim przystąpimy do wyboru platformy sprzedażowej, ustalimy ceny i rozpoczniemy promocję, warto zastanowić się nad poniższymi zagadnieniami zanim zdecydujemy się jak rozpocząć biznes i w jaki sposób go prowadzić.

Rozpoznaj rynek i konkurencję

Od tego niewątpliwie powinniśmy rozpocząć. Na pewno także nie powinniśmy bazować tylko na naszych własnych doświadczeniach i opiniach, ale zasięgnąć rady innych osób. Często nie stać nas na przeprowadzenie profesjonalnych badań rynkowych, ale mimo to nie rezygnujmy z tego. Jeśli mamy już stronę internetową lub profil na Facebooku, to dobrym pomysłem będzie przeprowadzenie nawet krótkiej ankiety w celu poznania preferencji czy opinii potencjalnych klientów. Poza tym na Facebooku możemy ją przeprowadzić w formie konkursu, co dodatkowo da nam efekt promocyjny.

Dobrym pomysłem będzie także testowanie przyjętych przez nas rozwiązań. Zanim uznamy coś za obowiązujące, to sprawdźmy na przykładowej grupie jak to działa. Jeśli efekty będą niezadowalające, to wprowadźmy zmiany i sprawdźmy jeszcze raz. Dotyczyć to będzie np. cen, formy reklamy czy promocji. Świetnie sprawdza się tu metoda testów A/B, czyli tworzymy dwie wersje przekazu i sprawdzamy, która przyniesie lepszy efekt, np. w postaci liczby kliknięć czy odpowiedzi na akcję mailingową.

Nie polegajmy tylko na własnym „wydaje mi się, że” i pamiętajmy, że to co my uważamy za najlepsze wcale takie nie musi być.

Warto też przyjrzeć się „jak robią to inni” i nie chodzi wcale o kopiowanie, ale o coś, co można nazwać benchmarkingiem, czyli wybraniem podstawowych elementów funkcjonowania danego biznesu i porównaniu ich z nami oraz konkurentami.

Na jakie elementy powinniśmy zwrócić uwagę w takiej analizie rynkowej będzie uzależnione od naszego produktu, rynku oraz planowanej strategii działania. Te elementy będą wynikały z dalszej części tekstu.

Strategia i misja

Trzeba mieć strategię! To jest frazes – przecież wszyscy o tym wiedzą! Mimo to zastanówmy się przez chwilę czym właściwie jest ta strategia i do czego może się nam przydać. Od razu mówię, że nie mam tutaj na myśli strategii w rozumieniu gigantycznych opracowań naszpikowanych trudnymi słowami, ale strategię w rozumieniu praktycznym, czyli czymś, co będzie nam pomocne każdego dnia.

W takim znaczeniu, strategia będzie zbiorem zasad postępowania i reguł, które mają nas doprowadzić do osiągnięcia zakładanego CELU.

Określenie takiego celu wiąże się często ze sformułowaniem naszej Misji, czyli podstawą naszego funkcjonowania na rynku. Misja to pojęcie abstrakcyjne i często jest niedoceniane, ale w praktyce okazuje się bardzo przydatne, ponieważ nie pozwala nam stracić z horyzontu naszych celów!

Misja, często jest formułowana w postaci sloganów reklamowych albo inaczej, slogany reklamowe często formułuje się w oparciu o misję danej firmy. Np. „Na czas, na miejsce, na pewno” – slogan firmy kurierskiej, który jednocześnie formułuje to czym i w jaki sposób zajmuje się firma.

Przykład

Hania i Marysia stwierdziły, że otaczający je świat jest zbyt szary i monotonny. Chcą to zmienić. Obie zajmują się projektowaniem i szyciem ciuchów – ich misją jest: sprawić by otaczający je świat (ludzie) był elegancki i kolorowy. Swoją misję wyrażają następującym sloganem:

Czy to pan czy to pani, wszyscy ładnie są ubrani.

Zwróćmy uwagę jak wiele informacji zawartych jest w tym prostym zdaniu, i jak wiele mówią one o biznesie dziewczyn.

 

  • firma Hani i Marysi zajmuje się odzieżą (produkcją lub sprzedażą)
  • oferta skierowana jest do kobiet i mężczyzn
  • słowo wszyscy wskazuje na charakter masowy
  • skoro masowy to raczej tani, co będzie kluczowe dla polityki cenowej i strategii konkurencji.

Strategię możemy sformalizować poprzez jej spisanie lub też, mieć ją po prostu w pamięci jeśli nasz biznes jest mały i nie musimy wprowadzać w jej zawiłości innych osób.

Jakie elementy powinna zawierać nasze strategia?

Modeli jest wiele. Uważam, że jednym z bardziej przydatnych i praktycznych jest oparcie jej o tzw. zasadę 4xP (product, price, promotion, place), czyli podstawowych elementów marketingu mix:

Produkt (Product)

Wszystko, co wiąże się z produktem – materiały z których jest wykonany, jego unikalne cechy, które pomogą nam stworzyć przewagę konkurencyjną, ale także opakowanie, które w zależności od branży i sposobu pozycjonowania produktu może odgrywać bardzo ważną rolę!

Kupowaliście ostatnio perfumy? Wyobraźcie sobie, że kupujecie drogie perfumy, np. Chanel i zamiast pięknego pudełka i wymyślnego flakonu otrzymujecie je w słoiku lub plastykowej butelce w foliowym worku. Trudno sobie to wyobrazić, no nie? Opakowanie to część produktu!

Cena (Price) czy tzw. polityka cenowa

Jej ustalenie nie jest proste. Musimy uwzględnić ceny konkurencji, własne koszty, koszty dystrybucji jeśli sprzedajemy przez pośredników, no i wreszcie wartość oczekiwanego zysku. Często cenę wykorzystuje się, jako główny czynnik walki konkurencyjnej – niesłusznie!

Przykład kalkulacji ceny dla sukienki produkowanej przez nasze przykładowe koleżanki:

  • koszt materiału (wraz z odrzutami, czyli tymi fragmentami materiału, który kupimy, ale który po wykrojeniu do niczego nie będzie się nadawał) – 45 zł
  • materiały pomocnicze (nici, guziki, zamki, opakowanie) – 10 zł
  • koszt usługi szycia. Jeśli zlecamy na zewnątrz, to jest to cena, jaką płacimy, a jeśli szyjemy sami to wyliczamy sobie taki koszt (tutaj należy także uwzględnić amortyzację maszyny). Przyjmijmy kwotę 45 zł
  • Koszt razem: 100 zł /szt.
  • Marża – jeśli sprzedajemy bezpośrednio, to sprawa jest prosta –  dodajemy kwotę marży i po sprawie, np. 50%, co da nam zysk na poziomie 50 zł na sztuce (150 zł – 100 zł). Jeśli jednak zdecydujemy się na sprzedaż przez pośredników, to należy uwzględnić ich prowizję, która waha się w przedziale 20% – 40% ceny detalicznej (końcowej). Musimy zatem odjąć tę wartość od ceny końcowej, np.:
Przyjęta cena detaliczna to 250 zł, która pomniejszona o 40% prowizji pośrednika da nam 150 zł przychodu ze sprzedaży z zyskiem 50 zł/szt.

To bardzo prosta kalkulacja, która nie uwzględnia cen konkurencji. W normalnym świecie, oczywiście bierzemy je pod uwagę. Jeśli będą one przeciętnie wyższe, to nie ma problemu – podnosimy naszą cenę. Gorzej jeśli będą one niższe – wtedy również powinniśmy obniżyć cenę a tym samym zmniejszyć nasz zysk. Możemy również spróbować obniżyć koszty, tak aby obniżenie ceny nie zmniejszało zysku. Myśląc w ten sposób, pewnie każdy po osiągnięciu odpowiedniego wolumenu sprzedaży zastanowi się czy nie zlecić szycia w Chinach.

Pamiętajmy, że nie tylko cena decyduje o wyborach naszych klientów. Zastanówcie się sami, ile razy decydowaliście się na zapłacenie wyższej ceny w zamian za… za korzyść, która z tym się wiązała?

Dobrym przykładem jest zakup samochodu – czy zawsze kupujecie najtańszy z dostępnych? Raczej nie, prawda? Inaczej wszyscy jeździlibyśmy małymi, używanymi autkami.

Rynek motoryzacyjny jest świetnym przykładem również dlatego, że wszyscy już przyzwyczailiśmy się do sposobu w jaki przedstawia się tam ceny.

Np. promocja! Samochód Marki XYZ JUŻ OD 39.999 PLN!

O jak tanio myślimy, ale przecież wszyscy świetnie wiemy, że za tyle tego samochodu nie kupimy. Dopłacimy za metalik, klimę, radio, światła przeciwmgielne i elektrycznie otwierane szyby. Cena ostateczna wyniesie np. 52.000 PLN. Dlaczego więc tak dużo zapłaciliśmy? Bo korzyści płynące z tych dodatkowych akcesoriów zostały przez nas ocenione, jako warte tej ceny!

To oczywiście tylko przykład, ale warto to przemyśleć, gdy będziemy się zastanawiać nad cenami naszych produktów.

Promocja (Promotion)

Temat rzeka! Nie będę go tutaj w ogóle omawiał, bo zasługuje on na zupełnie odrębny wpis. Powiem tylko, że narzędzi promocji do zastosowania w naszym internetowym marketingu jest bardzo wiele. Część z nich jest płatna, jak np. reklama Google czy Facebook, ale jest też wiele form promocji, które możemy stosować za darmo lub prawie za darmo! I to prawdę mówiąc jest z mojego punktu widzenia najciekawsze i pozostawia najwięcej miejsca na kreatywne eksperymenty. Przykładem niech będzie dobrze napisany artykuł na blogu, który jeśli jest wartościowy, to może przynieść efekt lepszy od płatnej reklamy. Jak napisać artykuł pisałem tutaj.

Dystrybucja (Place)

Jak zamierzasz sprzedawać – dostarczać swoje produkty? Bezpośrednio poprzez swój sklep internetowy, a może poprzez sklepy internetowe swoich partnerów? Może poza sprzedażą przez internet rozważasz także sprzedaż w sklepach tradycyjnych? Przez hurtownie?

To wszystko trzeba dobrze przemyśleć! Po pierwsze, dlatego, że wpłynie to na Twoją cenę lub/i na wartość zysku, bo przecież każdy z pośredników będzie musiał otrzymać swoją marżę.

Po drugie, dlatego, żeby uniknąć tzw. konfliktów w kanale sprzedaży. Jeśli zdecydujemy się na sprzedaż własną ORAZ poprzez sklepy partnerów, to bardzo łatwo ulec pokusie konkurowania z nimi, np. poprzez obniżenie ceny „u siebie”. Takie zachowania jednak nie prowadzą do niczego dobrego. Prędzej czy później nasi partnerzy to zauważą i poczują się oszukani. Jeśli więc zamierzamy oferować nasze produkty w takim mieszanym modelu sprzedaży, to musimy utrzymywać w nim jednolite ceny!

Możemy też oczywiście podjąć decyzję, że nasze produkty będą do nabycia TYLKO u nas, czyli sprzedawać będziemy je bezpośrednio. Albo przeciwnie, nasze produkty będziemy oferować TYLKO i wyłącznie poprzez sieć partnerską. Wybór strategii zależy od wielu czynników. Głównie od charakteru naszych produktów, branży i naszych możliwości.

Sprzedaż internetowa na pewno sprzyja rozwijaniu sprzedaży bezpośredniej i na pewno jest to najprostsze dla osób rozpoczynających swoje biznesowe przygody. Jednakże trzeba pamiętać, że sprzedaż pośrednia ma także wiele zalet – jedną z nich jest promocja Twojej marki w sieci partnera – np. Twój sklep promowany przez Allegro.

Pozycjonowanie

Z powyższymi zagadnieniami bardzo silnie związane jest pojęcie pozycjonowanie produktu czy też oferty, i nie mam tu na myśli pozycjonowania SEO, z którym termin ten jest obecnie najczęściej kojarzony.

Myślę tutaj o pozycjonowaniu względem segmentu rynku (grupy docelowej) oraz względem produktów czy usług konkurencyjnych.

W planowaniu naszego biznesu niezwykle ważne jest zdefiniowanie rynku docelowego, inaczej mówiąc dokonanie tzw. segmentacji, czyli określenie klientów pod kątem interesujących dla nas kryteriów. Najczęściej będą to:

  • płeć
  • wiek
  • zainteresowania
  • status materialny
  • zwyczaje nabywcze.

Pozostając przy przykładzie firmy Hani i Marysi, będą to:

  • płeć: kobiety
  • wiek: 18-25 lat
  • interesujące się modą
  • osoby młode, a więc dysponujące relatywnie niskimi dochodami.

Te informacje mają kluczowe znaczenie dla biznesu dziewczyn. Wiadomo, że działając w takim segmencie rynku, dziewczyny będą oferowały raczej produkty tanie, modne, być może nawet ekstrawaganckie, a nie klasyczne i drogie, prawda?

Niesłychanie ważne jest, aby nasza strategia działania we wszystkich obszarach marketingu mix była spójna, a więc poza cechami samego produktu także cena i sposoby promocji muszą być odpowiednio dopasowane. Nasza oferta musi precyzyjnie trafiać do właściwego segmentu rynkowego, bo inaczej nie zostanie przyjęta przez kupujących.

Dość często, szczególnie przez osoby początkujące, popełniany jest błąd polegający na niewłaściwym pozycjonowaniu oferty – klasycznym przykładem jest postępowanie według zasady „dobrze i tanio”. Firma oferuje lub zamierza oferować produkty o super jakości (porównywalnej z głównymi graczami rynkowymi) za bardzo niską cenę. Pomijam czy to w ogóle ma sens, ale z całą pewnością się nie uda!

Po pierwsze dlatego, że niska cena nie da nam przychodów odpowiedniej wysokości, aby taką jakość utrzymywać oraz nie pozwoli nam finansować działań marketingowych, których celem będzie budowanie świadomości marki czy produktu. Po prostu nie będzie na to pieniędzy.

Podobna sytuacja będzie miała miejsce, gdy postąpimy odwrotnie – oferować będziemy słaby jakościowo produkt za relatywnie wysoką cenę. Takiego produktu raczej nikt nie kupi, prawda?

Efekt będzie taki, że oferta taka wyląduje gdzieś między segmentami rynkowymi i nie trafi do nikogo.

Często do zilustrowania segmentów rynkowych wykorzystuje się rysunek piramidy, gdzie szerokość podstawy lub pole obszarów określa liczbę klientów, a wysokość cenę lub dochody.

segmentacja rynku piramida

Na szczycie piramidy mamy zatem segment dóbr luksusowych – drogich, a więc skierowanych do zamożnych klientów. I odwrotnie, na spodzie piramidy będziemy mieli rynek masowy – z dużą liczbą klientów, ale niskimi dochodami.

Niezwykle ważne jest dla nas, aby dokładnie określić segment i dopasować do niego wszystkie elementy naszej strategii – cenę, produkt i związane z nim elementy, sposób i formę promocji oraz sposób dystrybucji.

Innym bardzo ciekawym sposobem zilustrowania tego zagadnienia, tym razem w odniesieniu do konkurencji będzie tzw. mapa pozycjonowania marketingowego lub mapa percepcji, czyli tego jak poszczególne marki są postrzegane.

Zasada jest taka, że analizujemy rynek wykorzystujące jakieś dwa, ważne z naszego punktu widzenia, kryteria, np. Cenę vs. Jakość lub dowolne inne parametry.

mapa pozycjonowania i postrzegania

(Powyższe dane mają charakter przykładowy i służą jako ilustracja. Za źródło informacji posłużyła mi moja domowa grupa badawcza, a więc nie wiem na ile reprezentatywna.)

Diagram doskonale pokazuje zależność jakości i ceny – czym drożej tym lepiej – a przynajmniej tak powinno być.

Można też spróbować analizować powyższą mapę w kontekście poprzedniego obrazka – piramidy. Zauważmy, że marki zlokalizowane w lewym-dolnym obszarze będą trafiały do segmentu niższego, kiedy te z obszaru górnego po prawej stronie będą celowały w segment średni. Nie ma tu miejsca, aby pokazać marki z segmentu high-endowego, ale tylko dlatego, że nie zmieszczą się na przyjętej przeze mnie skali.

Nie należy interpretować tego rysunku pod kątem tego, która marka jest lepsza. Wszystkie one są dobre, ale kierują swoje oferty do różnych grup odbiorców, dla których są optymalne.

Co więcej, w ramach jednej firmy mogą funkcjonować różne brandy skierowane do różnych segmentów! Doskonałym przykładem będzie Zara, która jest właścicielem marki Bershka, Zara i Massimo Dutti! Każda z tych linii będzie miała swoje własne targety, swoje nisze.

Zaznaczyłem też powyżej na czerwono Markę X, jako przykład niewłaściwego pozycjonowania. Marka ta oferuje klientom produkty drogie przy jakości porównywalnej do produktów tanich! Raczej nie ma szans na sukces rynkowy.

Tego typu mapy percepcji można tworzyć przy użyciu dowolnych dwóch kryteriów. Jeśli chodzi o rynek modowy, to często można spotkać zestawienia marek w kontekście dostępności produktów – po prawej stronie mamy produkty masowe a po lewej niszowe.

Trzymając się naszego przykładu Hani i Marysi, to ich produkty w takim zestawieniu będą niewątpliwie zlokalizowane po lewej stronie – w grupie marek niszowych. Nie oznacza to wcale, że muszą to być produkty tanie! Jeśli tylko Hania i Marysia tak zróżnicują swoje produkty, że zaoferują klientom coś czego nie mają produkty masowe, to jest wielce prawdopodobne, że znajdą one swoją niszę i będą w stanie je sprzedawać po relatywnie wysokich cenach.

Strategia konkurencji

Na pojęcie strategii można także spojrzeć z innej perspektywy, czyli w jaki sposób wybrana strategia da nam przewagę nad konkurencją?

Warto tutaj pochylić się nad strategią konkurencji polegającą na ZRÓŻNICOWANIU. Mówiąc inaczej, w jaki sposób uzyskać przewagę konkurencyjną nad firmami oferującymi podobne produkty czy usługi.

Wróćmy do naszego przykładu Hani i Marysi, które w swojej ofercie mają m.in. sukienki. Wiemy wszyscy, że producentów i sprzedawców sukienek są tysiące! Aby skutecznie konkurować na tym rynku, Hania i Marysia powinny wykonać poważną pracę koncepcyjną, aby wymyślić i skutecznie zaprezentować takie cechy ich produktów, aby wyróżniały się na tle innych, i aby klientki wybierały właśnie ich ciuchy. Tych cech możemy szukać w przeróżnych obszarach. Oczywiście warto najpierw zastanowić się, co będzie ważne dla naszych klientów. Czynników różnicujących nas od konkurencji nie powinno być zbyt wiele – optymalnie dwa – aby zaprezentować te cechy w sposób jak najbardziej przejrzysty i nie tworzyć w przekazie chaosu.

Klika przykładów (z rękawa), gdzie szukać zróżnicowania:

  • styl – dziewczyny zdecydowały się oferować sukienki w jakimś określonym stylu, który sprawia, że są one charakterystyczne właśnie dla ich marki. Może to dotyczyć kroju, kolorystyki, rodzaju materiału – np. czarne długie sukienki zrobione z pluszu (a co!).
  • indywidualizacja – w cenie sukienki dziewczyny oferują indywidualne oznaczenie imieniem klientki na metce
  • opakowanie – sukienki w odróżnieniu od innych nie są pakowane w zwykłe pudła, ale w stylowe aluminiowe puszki (nie wiem po co, ale tak przyszło mi do głowy)
  • czas dostawy – gwarantują czas dostawy 24h od potwierdzenia płatności
  • gwarancja i zwroty – rozszerzają warunki poza te wynikające z przepisów prawa – np. możliwość zwrotu do 45 dni
  • usługi dodatkowe – w cenie produktu oferują przeróbki na życzenie w okresie 12 miesięcy od zakupu, co reklamują sloganem:

„5 centów w górę czy 10 w szerz – pasuje zawsze  – nieważne ile zjesz”.


Przykłady można mnożyć. Ważne, aby te różnicujące cechy trafiały w potrzeby naszego docelowego segmentu, czyli stanowiły dla naszych klientów realną wartość, która zadecyduje o wyborze naszej oferty.

Należy przy tym pamiętać, że papier jest cierpliwy a ludzka wyobraźnia nieograniczona, jednak na końcu ktoś będzie musiał za to zapłacić!

Jeśli decydujemy się na rozszerzenie usług lub dodanie do produktu kosztownych elementów dodatkowych, to należy uwzględnić je w cenie, żeby na końcu nie okazało się, że owszem, nasz produkt jest chętnie kupowany, tylko, że my na tym nie zarabiamy, bo większą część naszego zysku zjadają np. drogie opakowania.

OK. To na razie tyle. W następnym artykule napiszę o celach i planowaniu, jako uzupełnienie tego biznesowego abecadła.

Pozdrawiam!

Jak pisać żeby czytali

„Zmarnowałeś minutę mojego życia” – takie zdanie można często przeczytać pod filmami na YouTube. Na początku mnie to śmieszyło i nie przywiązywałem do tego większej uwagi, ale po jakimś czasie doszedłem do zaskakującego wniosku – w tym zdaniu kryje się najważniejsza myśl dotycząca skutecznego marketingu internetowego!

Internet to konkurencja o CZAS odwiedzającego

Najczęściej do internetu zaglądamy tylko na chwilę. Sprawdzamy, co słychać u znajomych, chwilę pogadamy na czacie, może odpiszemy na parę maili. Potem klikniemy w jakiś link i coś przeczytamy, może obejrzymy film. O! Reklama z fajnymi butami – wchodzimy do sklepu. Nagle 2 godziny minęły! Kiedy?

Każdy z nas dysponuje bardzo ograniczonym czasem, którego nie możemy marnować. A skoro tak, to jako osoby publikujące różnego rodzaju treści w internecie, musimy naprawdę nieźle się wysilić, aby odwiedzający, gdy już trafi na naszą stronę, to zechciał na niej pozostać trochę dłużej, rezygnując na chwilę z dalszych wędrówek po sieci.

 

inforgrafika - czas w internecie - jak pisac zeby czytali

Nie czepiajmy się liczb powyżej. Wiadomo, że każdy z nas żyje inaczej, ma inne przyzwyczajenia, potrzeby i możliwości. Tempo czytania także jest mocno zróżnicowane – zdecydowanie wolniej będzie czytał gimnazjalista od studenta medycyny czy profesora uniwersyteckiego, który może czytać w tempie nawet 675 słów na minutę.

Rodzaj naszego contentu powinien być dopasowany do grupy docelowej – np. na blogach modowych będą dominowały zdjęcia, na portalach dla młodzieży większą popularnością będę cieszyły się zapewne memy, śmieszne obrazki i w ogóle tzw. LOL content.

Bez względu jednak na charakter treści i rodzaj odbiorców jedno jest pewne i niezmienne – ilość wolnego czasu, którą człowiek może spędzić w internecie jest ograniczona!

Jakie wnioski?

Twój content musi być wartościowy!

Jeśli ktoś trafi na Twoją stronę i nie znajdzie na niej tego czego szuka, to od razu z niej wyjdzie nie chcąc stracić ani sekundy swojego cennego, bo ograniczonego czasu!

To jakie treści są wartościowe dla czytelnika zależy od charakteru bloga – czego innego będziemy oczekiwali od bloga podróżniczego a zupełnie czego innego od potalu z newsami czy poradnika dla modelarzy. Jedno pozostaje wspólne – treści muszą być w jakimś sensie wartościowe i o to powinniśmy głównie zadbać.

Content is King i nie ma co tu dyskutować.

Twoje treści muszą być przejrzyste!

Tak, aby odwiedzający od razu wiedział o co chodzi i szybko znalazł to, czego szuka.

Dobrym nawykiem będzie:

  • używanie krótkich zdań
  • tworzenie krótkich akapitów tekstu – optymalnie 4 linie
  • podkreślanie lub wytłuszczanie co ważniejszych spraw
  • stosowanie list punktowanych
  • używanie ilustracji
  • umieszczanie linków zewnętrznych.

Takie dzisiaj mamy czasu, że bardzo wielu ludzi pisze, a niewielu czyta. Sam łapię się na tym, że mam tendencje do rozwlekania wypowiedzi, używania zdań złożonych, stosowania ozdobników i innych form stylistycznych, które mają mój tekst uczynić ciekawszym – świetnym przykładem jest WŁAŚNIE to zdanie! Po co ono właściwie było? Czy coś wniosło do tematu? No dobrze, można powiedzieć, że to był przykład, ale czy konieczny? Koniec z tym – od dziś stosuję zasadę MINIMUM słów – MAKSIMUM treści!

Jak pisać? Krótko!

Tak jak w tej bajce:

Opowiem Wam bajkę o tym jak drwal zabił smoka. Otóż, wziął drwal siekierę i poszedł do lasu narąbać drzewa. KONIEC.

Rządzą tytuły, headline’y i leady!

Pomyśl w jaki sposób czytamy portale z wiadomościami. Chyba wszyscy już wykształciliśmy u siebie umiejętność błyskawicznego odszukiwania treści, które nas interesują. Nasz mózg bezwiednie wycina wszystko, co może być zbędne – w tym reklamy.

Oczywiście, redakcje portali sprytnie wykorzystują to przeciwko nam. Sposób formułowania tytułów to dzisiaj sztuka sama w sobie. Tytuł, który zwróci uwagę:

Prezydent nie żyje!

Z artykułu dowiadujemy się natomiast, że Prezydent to nazwa ośmiornicy, która zmarła w australijskim ZOO. Oczywiście wiadomość jest smutna, ale kto w nią kliknie jeśli tytuł będzie ujawniał od razu o co chodzi – W australijskim ZOO zmarła ośmiornica. Przepraszam wielbicieli ośmiornic za ten przykład.

Oczywiście na takie sztuczki trzeba uważać, żeby nie narazić się na hejt internautów, których pozbawimy kolejnej cennej minuty ich życia. Tytuł niewątpliwie powinien być interesujący lub nawet intrygujący, ale nie powinien wprowadzać w błąd. Warto poświęcić trochę czasu na zastanowienie się nad tytułem, no i druga rzecz – tytuł najlepiej wymyślać na samym końcu.

Jeden obraz = 1000 słów

jak pisać w internecie

I nic więcej nie muszę pisać, prawda?

W telegraficznym skrócie

Paradoksalnie w czasach, gdy nie ma już telegramów, a co więcej, przybywa ludzi, którzy w ogóle nie wiedzą o ich istnieniu, dzisiejsza komunikacja opiera się właśnie na telegraficznych skrótach – na SMSach, twitach, memach i statusach!

SMS limit znaków 160, Twiter 140. Google obcina opis w wynikach wyszukiwania po 156. Facebook ucina tekst postów i zostawia link „czytaj więcej”.

Wniosek? Ma być krótko!

Natrafiłem w internetach na ciekawy wpis dotyczący zalecanych długości różnych tekstów. Wynika z niego m.in., że:

  • Najlepsza długość wpisu na Facebooku to 40 znaków. (Podobno otrzymują one 86% więcej kliknięć od dłuższych tekstów!)
  • Posty na +Google – 60 znaków
  • Linia tekstu najlepiej jeśli zamyka się w przedziale 40-55 znaków.
  • Najlepsze wpisy na blogu zawierają 1600 słów.
  • Nagłówek/tytuł najlepiej gdy ma sześć słów (tak jak to zdanie właśnie)
  • Optymalna długość filmiku na YouTube to 3 minuty.

Trudno jest zweryfikować te liczby, niemniej artykuł jest godny polecenia, bo zwraca uwagę na istotne elementy marketingu internetowego https://blog.bufferapp.com/optimal-length-social-media

Autor uważa, że najlepsza długość tematu maila (subject) to 28-39 znaków. Jest to możliwe, ale czy na pewno? Z mojego doświadczenie wynika, że o wiele ważniejsza jest treść tematu maila. Trudno tu podać przepis na temat idealny, który będzie zupełnie inaczej działał na różne grupy odbiorców oraz będzie w dużym stopniu zależał od celu naszego mailingu. Wymyślenie skutecznego tematu maila, z wysokim wskaźnikiem otwarć oraz wysoką klikalnością, to prawdziwe wyzwanie. Chętnie opiszę swoje doświadczenia w tym zakresie, w którymś z następnych wpisów.

Reasumując

Nie ma gotowej recepty na to jak pisać, ani jednoznacznego przepisu na długość tekstu, który możemy określić liczbą znaków czy słów. Pewne jest natomiast, że czym krócej coś napiszemy tym lepiej. Ważne jest, aby pisać dla ludzi a nie pod automaty Google czy innych wyszukiwarek. Jeśli daną myśl możemy wyrazić w 5 słowach, to tak zróbmy, zamiast dodawać następnych 5 zupełnie zbędnych. Pomińmy słowa czy frazy nic nie wnoszące do tematu lub nie podnoszące wartości stylistycznej tekstu.

Znalezione w starym kościele Św. Pawła w Baltimore. Datowane 1692 rok ;)

Jak pisać artykuły i posty

A przede wszystkim, postawmy się na miejscu naszego czytelnika i zastanówmy się się czy to, co u nas przeczyta dostarczy mu tego po co do nas przyszedł.

Sam jestem bardzo ciekaw, na ile ten wpis jest dla Was przydatny i dlatego z góry dziękuję za uwagi w komentarzach.

Jak sprzedawać w internecie – sklep internetowy

Część 1

Pomyślałem sobie, że skoro właściwie nie robię niczego innego poza sprzedażą i marketingiem internetowym, to w ramach odskoczni podzielę się doświadczeniem i praktycznymi wskazówkami z innymi – może komuś się to przyda.

Na co dzień zajmuję się sprzedażą zaawansowanych rozwiązań w modelu B2B (systemy informatyczne), ale „po godzinach” prowadzę kilka projektów w modelu B2C (sprzedaż do odbiorców indywidualnych), co w sumie sprawia mi o wiele większą frajdę no i w ogóle jest ciekawsze. I o tym będzie tutaj, a i mam nadzieję, że także w następnych wpisach na ten temat.

Jak sprzedawać w internecie? Na to pytanie nie ma prostej recepty. Pamiętajmy, że każda branża jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. W tym tekście chciałbym udzielić kilku praktycznych rad dla osób, które są na początku drogi i zamierzają sprzedawać w internecie swoje produkty.

Co potrzebujemy, żeby rozpocząć sprzedaż w internecie

Odpowiedź nasuwa się sama – sklep internetowy! Ale…

Zwykle na początku myślimy o własnym sklepie – o takiej fajnej stronce pod naszym własnym adresem_www.pl i jest to jak najbardziej słuszne, przy czym należy pamiętać, że własny sklep (mam na myśli taki sklep, który stawiamy na własnym serwerze pod własną domeną) to także obowiązki związane z administracją, obsługą i konserwacją oraz czasami kłopoty, które się z tym wiążą. Jeśli chcemy się zdecydować na własny sklep, to musimy dobrze ocenić swoje możliwości. Wszystko zależy od tego na jakim jesteśmy poziomie informatycznym. Od razu mówię, że nie trzeba być informatykiem, ale trzeba się choć trochę na tym znać albo mieć wiele czasu na naukę przez próbowanie.

Jeśli nasza wiedza z zakresu IT jest słaba lub przeciętna, to na pewno możemy skorzystać z usług fachowców i zapłacić im za postawienie i skonfigurowanie sklepu. Ma to tę wadę, że trzeba za to zapłacić – czasem całkiem sporo – a ponadto wszelkie zmiany będą również wymagały korzystania z usług tych fachowców.

Do czego zmierzam – jeśli nie masz pieniędzy albo po prostu nie chcesz inwestować na początku to spróbuj, z którymś z gotowych rozwiązań dostępnych na rynku!

W zależności od branży dostępne są różne platformy sprzedażowe, gdzie możesz zaprezentować swoją ofertę, a co ważne zrobić to niesłychanie szybko, prosto i właściwie bez kosztowo. Jednym z popularniejszych serwisów tego typu jest niewątpliwie Allegro. Czy jest najlepsze? Dla niektórych pewnie tak, ale dla innych, szczególnie tych, którym zależy na promocji brandu może być niewystarczające. Co innego?

Na przykład – jeśli działasz w branży modowo-szafiarsko-ciuchowej, to masz całe mnóstwo branżowych platform do wyboru, np. nasz krajowy shwrm.pl lub międzynarodowa dawanda.com i wiele, wiele innych.

Wszystko, co musimy zrobić to utworzyć profil, dodać produkty i czekać – czekać biernie lub aktywnie na pierwsze sprzedaże.

Na co warto zwrócić uwagę przy wyborze platformy sprzedażowej:

  • jak wysoką prowizję pobierają?
  • czy płacą od razu czy po jakimś czasie (najczęściej w przyszłym miesiącu)?
  • ilu mają klientów – użytkowników – to zdecyduje o zasięgu naszej oferty?
  • czy są aktywni marketingowo – czy reklamują samych siebie a przez to marki, które sprzedają?
  • oraz, co będzie ważne szczególnie dla osób wytwarzających własne produkty, czy mogą wesprzeć nas na rynkach międzynarodowych?

Skracając temat. W swoich różnych projektach korzystałem z wielu takich platform. Bazując na moich doświadczeniach, z czystym sumieniem mogę polecić Dawandę. Dlaczego:

  • niska prowizja
  • kasa od razu – czyli klient wpłaca bezpośrednio nam a dopiero potem my rozliczamy się z portalem
  • sklep możemy prowadzić w kliku językach, co sprawia, że nasza oferta jest widoczna od razu w wielu krajach
  • bardzo dobry kontakt z obsługą portalu
  • obsługa łatwa i intuicyjna
  • duża aktywność marketingowa portalu, dzięki czemu Twoje produkty uzyskują dodatkową promocję

I co? To wszystko?

Nie. To na razie tylko stragan. Musimy się jeszcze zająć komunikacją z rynkiem i naszym marketingiem internetowym, czyli sposobami, którymi będziemy kierować klientów do sklepu.

Dobrym pomysłem jest założenie bloga. I tu znowu mamy wiele możliwości. Platform blogowych jest bez liku. Chyba najpopularniejsze to – nasze krajowe: blog.pl (Onet), blox.pl (Gazeta) oraz zagraniczne, np. blogspot.com (Google) czy wordpress.com. Wszystkie one są darmowe i oferują podobne funkcje. Co ważne, nie wymagają zaawansowanej wiedzy IT.

Na co trzeba zwrócić uwagę? Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, jaką promocję zapewnia nam właściciel platformy – w jaki sposób promuje nasze posty. Wszystkie wymienione wyżej systemy są zbliżone. Osobiście uważam, że najlepszą promocję daje Onet w ramach swojego blog.pl. Wiele osób wybiera również guglowskiego blogspota, co jest zrozumiałe, no bo kto na internetach zna się lepiej od Google?!

Czy sklep z blogiem wystarczą, żeby sprzedawać w internecie

Niekoniecznie. Na pewno dobrze jest założyć własny fanpage na Facebooku – to potężne narzędzie, którego nie trzeba przedstawiać i na pewno jest warte zupełnie osobnego omówienia, więc teraz tylko sygnalizuję, a być może w przyszłości podzielę się własnymi doświadczeniami i przemyśleniami.

W zależności od branży, warto także zaistnieć na innych platformach społecznościowych. Jeśli chodzi o rynek mody i podobne branże, to dobrym pomysłem na komunikację z klientami będą: instagram.com, tumblr.com, pinterest.com, chciałoby się też powiedzieć, że twitter.com, ale ten ostatni coś nie może się przebić w Polsce, a jeśli nawet, to jego wsparcie dla naszych działań marketingowych raczej nie będzie zbyt silne.

Podobnie z platformą Google Plus. Świetne miejsce – fajnie wygląda, jest łatwy w obsłudze, dobrze zintegrowany z innymi usługami (zdjęcia, blog, mail), ale ma jedną wadę – ciągle mało tam użytkowników, więc szału nie ma. Opcjonalnie sugerowałbym jednak założenie tam profilu głównie ze względu na wsparcie dla pozycjonowania SEO, które przecież jest mega ważne, a kto jak nie Google zna się na tym lepiej.

Nasze środowisko e-commerce wyglądałoby mniej więcej tak jak na rysunku poniżej.

jak sprzedawać przez internet

Jak sprzedawać przez internet

 

W zależności od potrzeb i okoliczności możemy kierować ruch na naszą stronę (bloga) i z niej do sklepu lub bezpośrednio od razu do naszego sklepu.

No i teraz mamy chyba wszystko, co potrzebne:

  • sklep na platformie handlowej
  • Facebook i blog do publikowania naszych treści (dzisiaj często wykorzystuje się tylko FB, który w końcu może zastępować bloga, ale tego bym nie polecał. O wiele lepszy efekt da nam połączenie obu tych elementów),
  • inne portale społecznościowe, które dadzą nam promocję, pozwolą się pokazać i skierują do nas potencjalnych klientów.

Zauważcie, że nie wydaliśmy jeszcze ani grosza!

Co dalej

Bazę naszych działań już mamy i na początek powinno wystarczyć, ale na pewno warto stosować zasadę – pchajmy się wszędzie, gdzie się tylko da, a szczególnie tam, gdzie będziemy mogli zamieścić linki do naszej głównej strony!

A właśnie, a propos strony głównej. Mimo wszystko zalecałbym postawienie własnej strony (własny adres www) nawet jeśli miałaby ona pełnić tylko rolę naszej prostej wizytówki w sieci. Nigdy przecież nie wiesz jak Twój biznes się rozwinie, a przecież jest możliwe, że Twoja marka będzie kiedyś warta miliony dolarów, więc lepiej zawczasu o tym pomyśleć.

Jak zarejestrować domenę? Np. mojsklep.pl

Nic wielkiego! I nie drogiego. Opcji mamy mnóstwo – osobiście korzystam z usług polskiego providera home.pl. Może nie są najtańsi, ale dają (imho) świetny serwis. Można jeszcze rozważyć np. zagranicznego godaddy.com (ten serwis uchodził kiedyś za najtańszy – dzisiaj już tak nie jest. Przekonałem się o tym, gdy chciałem zarejestrować ostatnio domenę .com – wychodziło u nich 30 PLN a w home.pl mieli promocję za 9 PLN).

Sama domena nie wystarczy

Jeśli będziemy już mieli domenę, to warto skierować ją do jakichś treści prawda? Tak, aby internauta po wprowadzeniu naszego adresu do przeglądarki nie otrzymał komunikatu Strona nie istnieje. W tym celu musimy wykupić tzw. hosting, czyli przestrzeń na serwerze, z którego będzie wyświetlana nasza strona. Nie mam tu wielu doświadczeń – korzystam głównie z home.pl, co jest wygodne, bo u jednego providera obsługuję zarówno domenę, jak i hosting serwera.

Gdy już wykupimy sobie przestrzeń na serwerze, to znowu mamy mnóstwo opcji: jeśli znamy choć podstawy html, to możemy założyć sobie własną stronę (nie polecam). Możemy też skorzystać z gotowych szablonów, które często oferują sami providerzy (nie polecam). Wreszcie, ale wymaga to choć podstawowej wiedzy, możemy postawić na serwerze własny CMS – system zarządzania treścią – i tu poleciłbym WordPress – darmowy, dobry, o potężnych możliwościach. Sam WordPress to jeszcze jednak nie wszystko – w wersji ekonomicznej polecam zakup gotowego template’u strony (koszt ok. 50 USD – przykłady można zobaczyć np. tutaj Themeforest) lub zlecenie wykonania własnego tematu – koszt od 1500 PLN w górę.

wordpress jako sklep internetowy

wordpress jako sklep internetowy

Z własnych doświadczeń wiem, że WordPress z dobrym templatem to świetne rozwiązanie, jeśli nie chcemy wydać majątku i zależy nam na szybkim i dobrym efekcie. Szablon możemy sobie dowolnie zmodyfikować, tak żeby wyróżniał się na tle innych.

W wersji bardziej zaawansowanej możemy na naszej instalacji WP postawić nawet własny sklep internetowy! Tu polecam plugin do WordPressa, który nazywa się Woocommerce, i który obsługuje właściwie wszystko! Katalog produktów, kody rabatowe, galerie zdjęć, a przede wszystkim „koszyk”, czyli obsługę zamówień od wprowadzenia do płatności.

Na to ostatnie rozwiązanie będziemy musieli wydać trochę pieniędzy, no i znać się na sprawach technicznych lub mieć pod ręką kogoś, kto nam pomoże.

Ile to może kosztować – sprawdźmy:

    • zakup domeny .pl (w home.pl): 0,00 PLN (promocja w pierwszym roku)
    • hosting serwera (w home.pl linia ekonomiczna): 40 PLN lub 60 PLN na rok
    • CMS WordPress: 0.00 PLN
    • plugin Woocommerce (bez dodatkowych płatnych dodatków): 0.00 PLN
    • szablon do WordPressa: 100 – 150 PLN
    • obsługę płatności możemy zlecić np. PayU, któr obsłuży nam płatności kartą kredytową, ale też przelewami (opłata w formie prowizji od sprzedaży)

Niedrogo, prawda?

Ten wpis na pewno nie wyczerpuje tematu. Pozycjonowanie, marketing internetowy, sprzedaż zagraniczna i 100 innych wymagają zupełnie odrębnego spojrzenia. Na razie kończę, a za jakiś czas postaram się ten wątek kontynuować.

Jeśli macie jakieś pytania lub uwagi to piszcie w komentarzach.

Pozdrawiam

Słaby zasięg wpisów ze stron firmowych na Facebooku

Dlaczego moje posty na stronie FB docierają tylko do garstki osób?

Co złego dzieje się ze stronami na Facebooku?

Dlaczego tak mało osób czyta moje posty?

Te pytania nurtują mnie od jakiegoś tygodnia, a może dwóch. Jeśli wpis z fanpage’a, który ma kilka tysięcy fanów dociera tylko do kilkudziesięciu osób, to wiedz, że coś się dzieje. Tylko co?

Szukałem przyczyn tego stanu rzeczy i oto do jakich wniosków doszedłem.

Facebook zmienia algorytm wyświetlania wpisów pochodzących ze stron firmowych, tzw. pages (nie dotyczy to prywatnych profili osób). Jak się okazało, zmiany zostały zapowiedziane otwarcie przez Facebooka w listopadzie 2014 i mają one wejść w życie od stycznia 2015. Prawdopodobnie teraz jesteśmy obiektem doświadczeń ze strony fejsa, który testuje działanie nowego algorytmu przed jego oficjalnym wejściem w życie. Efekty są takie, że posty niesponsorowane praktycznie nie docierają do odbiorców!

Dlaczego to robią?

Jednym z argumentów jest dbanie o zawartość naszych timeline’ów, gdzie coraz więcej pojawiało się wpisów sponsorowanych, które zajmowały coraz więcej miejsca i naszej uwagi. Zamiast więc czytać, co zjadł na śniadanie syn moich znajomych lub oglądać jak bawi się kot koleżanki, cały czas musiałem wybierać pomiędzy zakupem nowego smartfona lub wycieczką marzeń oferowaną przez biuro podróży, któremu kiedyś dałem lajka.
Co więcej, wiele fanpage’y nie formułuje swoich treści jako jawny przekaz reklamowy (post sponsorowany), ale w sposób nieco ukryty podsuwa nam wpisy, których głównym celem jest odesłanie nas do swojej lub innej strony, gdzie odbywa się właściwa akcja marketingowa.

Link do oficjalnej informacji Facebooka na ten temat 

Prawdopodobnie dlatego to właśnie Facebook jakiś tydzień temu podsunął mi test-ankietę, w której wyświetlał losowo wpisy fanpage’y, które obserwuję, a moim zadaniem było ocenienie ich pod kątem przekazu reklamowego w pięciostopniowej skali: od „to na pewno nie jest reklama” do „z całą pewnością to jest reklama”.

Co robić jak żyć?

Nie ukrywam, że znalazłem się między młotem i kowadłem. Z jednej strony jako użytkownik fejsa cieszę się, że FB dba o mój spokój „chroniąc” mnie przed reklamami i kryptoreklamami, a z drugiej strony jako reklamdowaca i administrator fanpage’a mam spory problem. Wygląda na to, że kończą się czasy „darmowej” reklamy, czyli docierania do fanów z firmowymi postami za friko (generycznie), a przychodzą czasy, kiedy za takie posty trzeba będzie płacić, bo inaczej nikt ich nie zobaczy!

Oto co dzisiaj odkryłem na swoim timeline – dziwne miejsce „Pages Feed”. Nie jestem pewien czy to zawsze tam było czy dopiero teraz się pojawiło. Znalazłem tam posty wszystkich stron, które kiedyś polubiłem, a co więcej, część z nich bardzo chętnie czytałem! Teraz wszystkie one zostały przede mną ukryte właśnie w tym miejscu.

słaby zasięg wpisów

słaby zasięg wpisów

No nic, poobserwuję jeszcze zachowanie fejsa w najbliższych dniach i zobaczymy, co będzie dalej. Teraz już jednak, nie czekając na styczeń 2015, planuję wysłać informację do wszystkich fanów, żeby zasubskrybowali tradycyjny newsletter jeśli chcą mieć ze mną kontakt w przyszłości.

Zastanawiam się również, jak te informacje przyjmą firmy, które zapłaciły słono za pozyskanie fanów, a co za chwilę może okazać się bez wartości. Z drugiej strony wszyscy wiemy, że biznes nie toleruje pustki i jakoś sobie z tym będzie musiał radzić. Czy znowu powrócą czasy, gdy będzie się zamiast profilu formowego zakładać fejkowy profil osobisty? Czas pokaże.

Czuwaj!

Pomysł na prezent dla… wyjątkowych kobiet

Pomysł na prezent dla żony, matki, narzeczonej, dziewczyny…

Jak co roku o tej porze większość z nas wpada w panikę, zdając sobie sprawę z tego, że do Świąt pozostało już tylko kilka dni, a my wciąż nie mamy prezentów. Sytuacja komplikuje się szczególnie, gdy chodzi o prezent dla kogoś dla nas wyjątkowego – dla kobiety, którą kochamy.

pomysł na prezent dla kobiety

Read more